|
|
Jeżeli ktoś jeszcze pamięta.. by secondchance | 2010-02-22 01:06:28 | skomentuj! (0) Strong black vine. Powinnam była pisać tutaj częściej. Nie wyszło. Już w Polsce. Od 12 dni. Aklimatyzuje się spowrotem. I co? I nic. Do pewnych rzeczy nigdy się nie przyzwyczaję, do innych za wszelką cenę nie chcę się przyzwyczajać. I ciągle ta dziwna myśl w głowie, że ja jestem tu, a tam gdzieś istnieje kraj, miasto w którym ludzie żyją inaczej.. lepiej.. wygodniej.. bo zasady są dla ludzi. A nie ludzie dla zasad. Zmieniłam się. Bardzo. Za bardzo? Milion nowych pomysłów na mnie samą, jak żyć, co robić. Milion nowych planów, marzeń. Tylko czasu brakuje. I na każdym kroku pojawia się coś co obciąża mnie coraz bardziej, sprowadza na ziemię, sprawia, że każdy krok staje się trudniejszy do postawienia.. alternatywą jest nic tylko stać w miejscu. Ale na to już pozwolić sobie nie mogę. Milion pomysłów, planów, marzeń.. I poczucie swojego rodzaju osaczenia. i samotności. Dotkliwej samotności. Już nie tylko brak wpierających codziennie ramion, życzeń dobrej nocy, zapachu bliskiej osoby.. to już nie to. Moja samotność przyjęła inną postać - dotkliwy brak kogoś kto zrozumie. Kto zauważy. Kto poczuje. Kto wesprze we wszystkich szaleństwach.. i może nawet się przyłączy? Brak bliskich. Prawdziwie bliskich. Wiele zrozumiałam. Nieraz sama zawaliłam.. ale nie zawsze. Przekonałam się, że nie ma osób niezastąpionych.. i że to działa w obie strony. Wspólna kawa, imprezy, miliony przegadanych minut, zwierzenia i rady.. to już nie wystarcza. Pasywne działanie (brak działania?) nie wystarcza. A będzie jeszcze gorzej... bo wymagania wzrosły. I staram się to opanować. Ale ciągłe zadawalanie się minimum przestaje działać na dłuższą metę. Carpe diem? A przecież sama też nie jestem ideałem.. ba! Do tego to mi dopiero brakuje! Ale w jakiś sposób poznałam swoją wartość i wiem, że mimo wszystko mam dużo do zaoferowania. I obym tylko o tym nie zapominała i kolejny raz zatracała się w "drugich szansach", na które podobno każdy zasługuje. Czyżby? Codzienny, wieczorny rachunek sumienia.. ciągle na minusie. Najważniejsze, że jedna rzecz z głowy.. powód tego miejsca. Nasze drogi w końcu się rozeszły. Całkiem. W normalnej atmosferze. Nie ma już "nas" i więcej nie będzie. Bo nie. I może w ogóle mogłoby nie być? Mi już nie zależy, nie potrzebuje tego, Jego ani wspomnień. Przestało być ważne, przestało mnie obchodzić. Zmęczyło. I nie czuję nic. Nawet ulgi. Nic. Może tylko niezależność. Poraz pierwszy od dawna. Więc chyba secondchance.blog.pl wkońcu dobiegł końca. Niespełniona bajka zakończona happy endem. Czas na coś innego. O czym innym. Jak się zbiorę i zroganizuje to się podzielę moim nowym, małym tworem. Narazie wyjeżdżam. I chcę odpocząć. Choć coś delikatnie daje mi do zrozumienia, że tym razem będzie inaczej. Zobaczymy. by secondchance | 2009-08-10 00:39:44 | skomentuj! (1) Speechless potrójne deja vu w niespełna dobę? To zbyt dużo nawet dla mnie. Kolejna ex kobieta mojego ex(?) mężczyzny dochodzi do wniosku, że musi ze mną porozmawiać i przedstawia historie, których (o zgrozo) jeszcze nie słyszałam. To już poraz trzeci, trzecia dziewczyna. Kolejny raz ja wychodzę na miłosierną matkę idiotkę, jestem oszukana i okłamana następnie poniżona i omamiona (czyżby?) nowymi tłumaczeniami, zaprzeczeniami i historiami. I nic z tego nie wynika tylko fakt, że jestem bezużyteczna. A żeby to potwierdzić, po raz kolejny mężczyzna, który w jakiś sposób wydawał mi się bliski z dnia na dzień przestaje się do mnie odzywać. Tym razem moja kolekcja zostaje urozmaicona przez osobnika z innego kontynentu. Ale żeby wszystko nabrało troszkę smaczku, jutro spotkamy się na zajęciach, wczasie których spędzamy średnio 24 wspólne godziny na tydzień i będziemy spędzać przez najbliższe conajmniej 3 tygodnie. Aż się nie moge jutra doczekać. A ja głupia narzekałam na nudę. Wszystko to składa się na deja vu zwane daniem głównym - ostatnie lata mojego życia. Nawet pomimo wyjazdu, zmiany środowiska, zachowania, spostrzegania świata, podejścia, wzbudzonej czujności i braku zaufania - McDonald to nadal McDonald, cheesburgery wszędzie smakuja tak samo. A moje życie wpadło w jakąś samopowtarzająca się pętle zaczynającą i kończącą się zawsze w tym samym miejscu. Ja chcę tylko wiedzieć kiedy się to skończy. Kiedy się to wreszcie skończy. W sumie zauważyłam pewne podobieństwo do moich storczyków. Kupiłam jeden. Po jakimś czasie zaczął chorować. Lubię go więc zaczęłam walczyć.. z pleśniami, zgniliznami, szkodnikami.. cokolwiek by to nie było. Tylko ja i mój storczyk.. Gdy już straciłam wszelką nadzieje postanowiłam spróbować jeszcze raz. Kupiłam drugiego. Scenariusz się powtórzył. Teraz mam na parapecie dwa kikuciki z parą listków. Ale dalej walczą a ja wciąż wierzę, że jeszcze zakwitną. Gdzie leży problem w samych kwiatach czy w metodzie? by secondchance | 2009-05-10 23:55:55 | skomentuj! (3) But you've had your chance so say goodbye.. Dużo mogłabym napisać ale narazie zaciskam mocno zęby i liczę do stu.. to już któryś raz.. Uczucie zawodu, goryczy i jakiś niesmak w ustach. Bo jak zawsze miało być tak pięknie i zapewne nie będzie. Tak się czasem zastanawiam.. a jakby tak zniknąć? Porzucić tych wszystkich ludzi, którzy "tyle dla mnie znaczą" i zresetować swoje życie.. Gdybym dała radę tak zrobić.. nie byłoby łatwiej..? by secondchance | 2009-05-01 22:45:00 | skomentuj! (0) Hush, hush darling.. Panika minęła. Już mi troszkę lepiej, ciszej.. by secondchance | 2009-04-14 00:24:08 | skomentuj! (0) And it hurts with every heartbeat.. Już od dawna chciałam coś napisać ale nie miałam pojęcia jak się do tego zabrać.. Dużo rzeczy się zmieniło wciągu ostatniego miesiąca, zbyt dużo żeby wszystko opisać.. zresztą większość najprostszych rzeczy skomplikowała się ponad wszelką miarę. Nieważne. Wróciłam do domu po kolejnych 3 miesiącach "życia" zagranicą. Po kolejnych, nowych doświadczeniach, z olbrzymim bagażem emocjonalnym w walizce.. Niestety, nie mam co się okłamywać, Święta nie do końca wyszły tak jak sobie wyobrażałam. Niestety. Okazuje się, że najlepiej współżyjemy na odległość. Idealna rodzina wirtualna. Święta "bez rewelacji" jak to zdąrzyła już podsumować moja Mama. Owszem. I widzę to wszystko co się dzieje i strasznie mnie to boli. Sama wobec siebie miałam wiele postanowień, niestety mój temperament nie pozwolił mi ich zrealizować. Każde z nas jest bombą zegarową z delikatnie opóźnionym zapłonem i niewielki impuls wystarczył by spowodować fale eksplozji niszczących gruntownie nasze życie osobiste. Jedyne co mogę napisać to to, że jest mi okrutnie przykro. I wstyd. Za swoje zachowanie i za to, że to wszystko już tak daleko zaszło. Wszystko spostrzegam już zupełnie odmiennie i nie mogę pogodzić się z faktem, że mam swój wkład w ten postępujący rozkład.. I muszę na to patrzeć. I muszę z tym żyć. I musze to znosić. I nic nie mogę zmienić. I nic nie mogę zrobić. I ta bezradność przeszywa mnie na wskroś. Bo to jedyne uczucie z którym nigdy nie mogłam się pogodzić. Obojętnośc owszem. Bezradność nie. Dlaczego inni potrafią a my nie? Zrobiłabym wszystko żeby im ulżyć, pomóc. Nie potrafię. I widzę jak moi najbliżsi stają się ludźmi, których nigdy nie potrafiłam zaakceptować. Jak z biegiem czasu zmieniają się w sposób, którego nie rozumiem.. Widzę to i milczę. Wszelkie moje dotychczasowe próby zwrócenia ich uwagi na to zakończyły się sromotną, dotkliwą w skutkach klęską. I wiem, że oni najprawdopodobniej widzą mnie w taki sam sposób. Dlaczego nie umiemy słuchać? Szanować? Doceniać? Dlaczego akurat ja jestem tak nadwrażliwa emocjonalnie a im już jest wszystko obojętne? Dlaczego oni zdołali się przyzwyczaić i pogodzić ze wszystkim a ja nie? Dlaczego już nawet nie są zawiedzeni a ja jestem? Dlaczego ja zawsze muszę mieć tą wyidealizowaną bajkę w głowie i w żaden sposób nie mogę wpasować się w rzeczywistość? Dlaczego w wieku 22 lat nie widzę w swoim życiu żadnych perspektyw na swoje życie prywatne i zawodowe w przyszłości? Dlaczego tak bardzo boję się zmian? Dlaczego tak panicznie boję się samotności..? To wszystko tak okrutnie mnie męczy.. zabija od środka.. gnije.. pozbawia wszystkiego.. i tak strasznie boli. Boli przy każdym uderzeniu serca. Znów nie chcę wyjeżdżać. Mam jeszcze tydzień na poprawę i wdzięczność. by secondchance | 2009-04-13 01:10:31 | skomentuj! (2) Me and the dragon. Najpiękniejsza rzecz jaką mogłam przeczytać w dniu urodzin: "(...) Ogromnie się cieszę, że udały Ci się urodziny. Pamiętaj, że dla mnie to też jest najszczęśliwszy dzień w życiu (...) Całuje Cię mocno, mama". Tyle mi naprawdę wystarczy Poprostu pierwszy raz od 22 lat zdałam sobie sprawę, że ten dzień nie jest wyjątkowy tylko dla mnie.. i tak dobrze się z tym poczułam.. by secondchance | 2009-03-09 01:15:49 | skomentuj! (2) |
księga gości 2010 luty 2009 sierpień maj kwiecień marzec styczeń 2008 grudzień listopad sierpień czerwiec kwiecień marzec styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty sTaRaM SiĘ CzYtAć... -Myśli niezbyt czyste.. -"Bo wspomnienia uciekają.." -Zaskoczenie z moich studiów.. -Polecieć jak.. -Niezwykle nastrojowo.. -Jak podobna.. -Smutno.. ale pięknie. -Facet, który też się zgubił.. blog.pl |